Związek nie boli tylko wtedy, gdy go kończymy. Boli także wtedy, gdy wciąż w nim jesteśmy – i nie umiemy się już porozumieć.
Jeśli jesteście na rozdrożu – może myślicie o terapii par. Może ktoś Wam ją zasugerował. Może już wpisywaliście w Google frazę „terapia par Śląsk”, ale szybko zamknęliście przeglądarkę.
Bo pojawił się opór. Bo przyszły myśli: „To nie dla mnie”, „To i tak nie zadziała”, „Nie chcę prać brudów przy kimś obcym”.
To normalne. Ale zanim zrezygnujesz – pozwól, że obalę kilka najczęstszych mitów, które mogą Cię powstrzymywać przed krokiem, który może wiele zmienić.
Mit 1: Terapia par to ostateczność – tylko dla par na granicy rozstania
To jeden z najczęstszych mitów: że na terapię par chodzi się dopiero wtedy, gdy wszystko już się zawaliło. Że to ostatnia deska ratunku, której chwyta się rozpaczliwie, gdy związek praktycznie nie istnieje.
Tymczasem prawda jest zupełnie inna.
Wiele par trafia do terapeuty nie dlatego, że są o krok od rozwodu, ale dlatego, że chcą temu zapobiec. Czują, że coś się zmienia. Że rozmowy stają się coraz bardziej powierzchowne. Że zaczynają żyć obok siebie zamiast razem. I zanim oddalenie stanie się przepaścią, szukają wsparcia. Bo zależy im.
To właśnie te pary najczęściej mają szansę odbudować swoją relację głębiej niż kiedykolwiek wcześniej – nie dlatego, że sytuacja jest dramatyczna, ale dlatego, że nie czekają aż będzie za późno.
Terapia par to nie stacja końcowa. To nie miejsce, do którego trafia się wtedy, gdy wszystko inne zawiodło.
To może być punkt zwrotny – miejsce, w którym para zatrzymuje się na chwilę, by spojrzeć na siebie z nowej perspektywy. Z troską. Z odwagą. Z ciekawością.
Czasem wystarczy kilka spotkań, kilka uczciwych rozmów w bezpiecznej przestrzeni, by zrozumieć, co naprawdę się dzieje – zanim rany się pogłębią, zanim słowa zamienią się w mur milczenia, a niezaspokojone potrzeby w żal.
Im wcześniej para zdecyduje się na pomoc, tym mniej do leczenia, a więcej do zbudowania. Terapia wtedy nie jest dramatycznym ratowaniem tonącego statku, ale wspólnym wyznaczeniem nowego kursu.
Prawda: Terapia działa najlepiej, gdy jest reakcją na problemy wczesne – nie kryzys całkowitego rozpadu. To nie „ostatnia deska ratunku”. To forma troski o relację.
Mit 2: Terapeuta stanie po jednej ze stron
„Pójdziemy na terapię, a terapeuta uzna, że wszystko to moja wina” – słyszysz to czasem w głowie? Może nawet już to wypowiedziałeś na głos. A może boisz się, że ktoś wypowie to za Ciebie.
To bardzo ludzki lęk. Bo kto z nas naprawdę chce zostać postawiony pod ścianą i wysłuchiwać, co zrobił źle?
Większość z nas ma już za sobą wystarczająco dużo ocen: z domu, ze szkoły, z poprzednich relacji. Dlatego nic dziwnego, że myśl o terapii par może wywoływać napięcie. Może rodzić poczucie zagrożenia: „Co jeśli tam okaże się, że to ja jestem problemem?”.
Ale prawda jest inna – i znacznie łagodniejsza.
Terapeuta nie jest sędzią. Nie przydziela punktów. Nie szuka winnych.
To nie jego rola. Jego zadaniem nie jest wskazać „kto zaczął”, „kto przesadził”, „kto ma rację”, a „kto zawinił”.
Terapia par to nie rozprawa sądowa. To proces wspólnego rozumienia dynamiki między dwojgiem ludzi.
Terapeuta pomaga Wam zobaczyć, jak na siebie nawzajem wpływacie, co każdego z Was boli, czego brakuje, czego się boicie i dlaczego próbujecie radzić sobie z trudnościami w taki, a nie inny sposób.
Czasem rozmowy się nie kleją, bo każde z Was mówi w innym języku emocji.
Czasem powtarzają się konflikty, bo próbujecie chronić siebie – nie wiedząc, że przy okazji ranimy drugą stronę.
Czasem złość to tylko maska dla głębszego lęku lub rozczarowania.
Terapia to przestrzeń, w której nikt nie zostaje „winny” – ale każdy ma szansę zostać usłyszany.
To moment, kiedy wreszcie przestajecie się oskarżać, a zaczynacie się rozumieć.
A to bywa pierwszym krokiem do prawdziwej zmiany.
Prawda: Dobry terapeuta par jest neutralny. Nie staje po żadnej stronie – stoi po stronie relacji.
Mit 3: Terapia par to tylko mówienie o problemach – po co rozdrapywać rany?
Często słyszę: „Nie chcę wracać do przeszłości. Co mi da ciągłe mówienie o tym, co nie działa?”
I to naprawdę zrozumiałe. Bo kto chce po raz kolejny otwierać coś, co już i tak boli? Czasem wydaje się, że lepiej zostawić to za sobą i iść dalej – byle nie wracać.
Ale w terapii nie chodzi o rozdrapywanie ran. Chodzi o to, by wreszcie dać im się zagoić – świadomie, z czułością i uważnością.
Rozmawianie o tym, co trudne, nie służy temu, by utknąć w przeszłości, ale by zrozumieć, dlaczego teraz boli i co można z tym zrobić inaczej.
Podczas sesji uczycie się nie tylko mówić – ale mówić tak, by zostać usłyszanym.
Uczycie się słuchać siebie bez przerywania, bez osądów, bez mechanicznych reakcji.
I często po raz pierwszy od dawna – naprawdę słyszycie, co ta druga osoba chciała Wam przekazać przez cały ten czas.
Prawda: Terapia to nie użalanie się – to droga do nowego początku. Mówienie o problemach to nie cel, ale brama do zmiany.
Inni czytali również: Skuteczność terapii on-line
Mit 4: Terapia par nie ma sensu, jeśli tylko jedna osoba tego chce
Czasem tylko jedna osoba inicjuje temat terapii. Druga milczy, unika, zaprzecza, odkłada temat.
„Po co iść, jeśli tylko ja się staram?” – myślisz. „Czy to ma sens, jeśli on / ona nie widzi problemu?”
To naprawdę trudne i frustrujące. Bo relacja to przecież dwoje ludzi, a Ty czujesz się z tym wszystkim zupełnie sam(a).
Ale prawda jest taka, że czasem wystarczy jedno zaangażowane serce, by coś się poruszyło.
By to drugie – na razie niepewne, zamknięte, zmęczone – poczuło, że może bezpiecznie się zbliżyć. Bez presji. Bez oskarżeń. Bez walki.
Bywa, że jedna osoba podejmuje pierwszy krok – zapisuje się na konsultację, zaczyna rozmowę z terapeutą indywidualnie. A druga z czasem, widząc zmianę, zaczyna się otwierać i dołącza. Nie z przymusu, ale z ciekawości. Z potrzeby.
Zaangażowanie jednej strony może być początkiem zmiany dla dwojga.
Bo czasem najpierw trzeba, by jedno zapaliło światło – żeby drugie w ogóle zobaczyło, że nie musi dalej błądzić w ciemności.
Prawda: Terapia par może się rozpocząć, nawet jeśli na początku tylko jedno z Was jest gotowe. I to często zmienia wszystko.
Mit 5: Nie chcę, żeby ktoś obcy wiedział o moim związku
Związek to intymna przestrzeń. To Wasz wspólny świat – zbudowany z codziennych gestów, rozmów, przemilczeń, pragnień i zranień, których nie pokazuje się każdemu.
Dlatego zupełnie naturalna jest obawa, że ktoś „z zewnątrz” będzie w niego zaglądał.
Może boisz się, że ktoś obcy nie zrozumie, że źle Was oceni. Może myślisz: „Nie chcę, żeby ktoś mieszał się w nasze sprawy”.
Ale terapeuta nie wchodzi w Waszą relację po to, by coś naprawiać na siłę.
To nie sędzia, który rozstrzyga „kto ma rację”, nie arbiter i nie rodzic.
To osoba, która tworzy bezpieczną przestrzeń, gdzie można wreszcie odłożyć zbroje, przestać grać, przestać udawać, że „wszystko jest okej”.
To przestrzeń, w której możecie zacząć widzieć i słyszeć siebie nawzajem inaczej niż do tej pory – nie przez pryzmat wzajemnych pretensji, ale przez pryzmat potrzeb, lęków, tęsknot.
Dobry terapeuta widzi nie tylko to, co boli.
Widzi też to, co w Was wciąż żywe. To, co może zostać odbudowane. To, czego jeszcze nie wypowiedzieliście, ale co w Was cicho czeka – na zrozumienie, na bliskość, na nowy początek.
Prawda: Terapeuta nie wchodzi w Wasz związek z butami. On Wam tylko podaje światło, kiedy błądzicie po ciemku.
Terapia par Śląsk: może właśnie tu znajdziecie swój punkt zwrotny ?
Terapia par to przestrzeń, w której możecie się zatrzymać i zobaczyć siebie z innej perspektywy. To miejsce, gdzie nie trzeba mieć gotowych odpowiedzi. Wystarczy gotowość, by zacząć szukać ich razem.
Wiele można odbudować – inaczej, dojrzalej, z większym zrozumieniem i bliskością.
Czasem to właśnie te trudne momenty stają się początkiem czegoś nowego. Czegoś, co ma szansę być prawdziwsze i bardziej świadome niż wcześniej.
Nie pozwól, żeby mit powstrzymał Cię przed szansą.
Bo może właśnie ten jeden krok – pełen odwagi, niepewności i nadziei – zaprowadzi Was tam, gdzie znowu można się spotkać.
Spotkajmy się w gabinecie,
Aleksandra Jurek.
To może Cię zainteresować: Jak rozpoznać, że Twój związek potrzebuje terapii?

Dodaj komentarz